Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 273 120 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

1) ...he is dead...


Uparta, złośliwa, drażniąca, chaotyczna pesymistka, która lubi krew. Takie słowa są odpowiednie aby mnie opisać...no może brakuje jeszcze kilku określeń takich jak np. awanturnicza...ale to wyjdzie z czasem.  Jestem z typu tych osób, których nie chcielibyście znać...nie wnikajmy teraz w to głębiej, bo właśnie przeżywam kolejne spotkanie z moim chłopakiem z nudnym zakończeniem (matko kiedy ten facet podejmie wreszcie jakieś kroki...?!)...oraz zdarzenie, które jest bezsensowne do faktów, które się wydarzyły. Zdesperowana idiotka...te myśli wciąż krążą po mojej głowie...zboczona, zdesperowana idiotka...echhh...


-         Podać chusteczkę?!


Co za facet...nie dość, że wymiotuję na jego ladę to ten pyta czy „Podać chusteczkę?" no pewnie, że podać!


-         Taak... - rzuciłam trochę zdenerwowanym głosem.


Czuję się okropnie. Wszystko wiruje mi przed oczami i czuję się niestabilnie nawet jak siedzę na tym cholernym wysokim krześle przy ladzie.


-         Wszystko w porządku? - pytał podbiegając z masą chusteczek, papierów toaletowych i ręczników kuchennych - Lepiej się Pani czuje?

-         Tak...teraz tak.

-         Zamówić Pani taksówkę? - pytał gruby facet zakłopotany wręczając mi kolejny kawałek papieru toaletowego.

-         Nie dziękuję dam sobie radę...


Jak do cholery „dam sobie radę" jeżeli nawet siedząc czuję, że zaraz się stoczę?!


*****


-         Pij!

-         Nie wiem czy chcę... - powiedziałam drżącym głosem do Kalyan'a.

-         Pij że i nie zachowuj się jak bachor! Wiesz dobrze, że nic innego już dzisiaj nie dostaniesz do picia!

-         Tak, ale napiję się tym?

-         Przestań w końcu tylko pij!


Przyłożyłam do ust butelkę i lekko pochyliłam. Poczułam niewyobrażalną gorycz. Skrzywiłam się i połknęłam niesmaczny napój.


-         I jak? Smaczne co nie? - spytał Kalyan.

-         Przyzwyczaisz się... - powiedział troskliwym głosem Dayaram - nic innego nie mamy do picia, ale jeżeli ci nie smakuję spytam Pana Akash'a czy...

-         Przestań się litować! Niech pije to co dają! Jestem najstarszy i będzie robiła to co ja mówię!


Spojrzałam na resztę chłopaków, którzy pili duszkiem niesmaczne COŚ.


-         Co to jest?

-         To woda życia moja droga - powiedział Goral.

-         To wódka... - rzucił szybko najmłodszy z towarzystwa Ishat.

-         Alkohol...niesmaczny... - odparłam krzywiąc się i popijając jeszcze raz.


Zaczęłam kaszleć jak oszalała. Kalyan trzasnął mnie w plecy i zrobił groźną minę.


- Przestań zrzędzić i pij to głupia! Bo nic nie dostaniesz do ust przez dwa dni!


Wypiłam całą butelkę wódki za jednym podejściem. Położyłam się na ziemi i wpatrywałam się w czwórkę chłopaków, którzy wirowali mi przed oczami. Nagle zaczęłam histerycznie płakać i nie wiem dlaczego. W końcu miałam tylko 6 lat, a spiłam się jak stary dziad.


*****

-         Za dużo wypiłam to tyle.

-         Oj tak...lepiej zamówię tę taksówkę. - mówił stojąc nad wymiotami.

-         Nie...blisko mieszkam...naprawdę dojdę...i przepraszam za ten... - zaczęłam i spojrzałam na brudną ladę wraz z dwoma szklankami oraz podłogą - ...za ten bałagan...

-         Nie ma problemu! W porządku... - powiedział zmieszanym głosem zmuszając się do uśmiechu.

-         Dobrze...to ja już pójdę...do zobaczenia następnym razem - rzuciłam i spojrzałam jeszcze raz na brudną ladę, a następnie na grubego faceta, który raczej nie ucieszył się na słowa „do zobaczenia następnym razem". Nie dziwie się mu.

-         Tak...do miłego...


Wyszłam chwiejnym krokiem z lokalu i przy pierwszym kroku zaliczyłam glebę. Leżałam jak kłoda. Na dodatek nie mogłam wstać. Poturlałam się gdzieś za lokal i stwierdziłam, że i tak nie dam rady dojść...leżałam, a raczej spałam na tej ziemi do rana.


*****


-         Nie możemy wrócić do domu? - pytałam patrząc błagalnym wzrokiem na Kalyan'a.

-         Nie! - rzucił ostro - Chcesz tam jeszcze wracać?! Po tym wszystkim?

-         Przecież nie wiemy czy ojciec ją zabił! To tylko nasze...


Kalyan zrobił groźną minę i chciał coś z siebie wydusić ale Dayaram go wyprzedził zwracając się do mnie.


-         Daj spokój. Prześpimy się tutaj.

-         Chodzi mi tylko o to, że nie możemy go o to oskarżać! - wybuchłam - Nie mamy pewności!

-         Stul pysk! Jestem twoim najstarszym bratem i masz się mnie słuchać! - ciągnął Kalyan - Nie widzisz, że ulica jest naszym domem! Ojciec to kompletna świnia! Patrzy wyłącznie na siebie! Od teraz będziemy radzić sobie wyłącznie sami! Więc zamknij się i kładź się na ten karton! Nigdzie nie wracamy! Teraz żyjemy tutaj! Jeżeli ktoś mi się sprzeciwi tym bardziej wasza dwójka - powiedział wskazując na mnie i na Dayaram'a - niech spada z naszej paczki i niech radzi sobie sam!


Spojrzeliśmy na siebie z Dayaramem i wiedzieliśmy dobrze, że nasz brat jest wstanie to zrobić. 


-         Zrozumiano?! - spytał Kalyan

-         Tak... - wyjąkałam kładąc się na karton koło śmietnika niedaleko baru całodobowego.

-         Dobranoc...dobrej nocy - powiedział Goral ironicznie, poprawiając gazetę na której leżał.


*****


Obudziło mnie cholerne słońce, które raziło moje zaspane oczy. Byłam cała obolała i czułam niesamowite pragnienie...cholera jak mi się chciało pić!


-         Chyba nie miałaś dobrej nocy.


Spojrzałam co za dupek się do mnie odzywa. Moja cała kremowa bluzka była brudna od ziemi, a spodnie gdzie niegdzie były podarte. Chyba jak upadałam i się toczyłam to doprowadziłam się do takiego stanu. Było mi gorąco, a moje oczy wciąż były zamulone i widziałam zza mgłą. Jak ja się cholernie źle czułam! Jednak alkohol nie pomaga przy rozwiązaniu problemów...a szkoda, bo piłabym codziennie.


-         Czego? - wyjąkałam niedowidząc kto siedział w samochodzie i przez otwartą szybę gapił się na mnie już przez dobrą minutę.

-         Nie wiem co mam robić...może mam zacząć się o Ciebie martwić?


Kurde to Louis...tylko nie on...!


-         No cześć kochanie! - wydałam z siebie okrzyk radości (radości jasne...)

-         Obiecałaś, że w nic się nie wpakujesz.

-         Co? - spytałam na jego pobłażliwy wzrok - Ach no tak...ale nic mi nie jest.

-         Doprawdy? - powiedział podnosząc jedną brew oraz mierząc mnie wzrokiem.


No tak...w końcu nie wyglądałam jakbym przed chwilą wyszła z domu. Echhh...naprawdę nie chcę mu tego wszystkiego tłumaczyć...


-         Wsiądziesz? - spytał otwierając drzwi pasażera.


*****


-         Wsiadamy - rozkazał Kalyan całej naszej czwórce.

-         Ogłupiałeś? Chcesz jechać do Bengaluru?! Człowieku to strasznie daleko! - wybuchnął Goral.

-         Chcecie tu sterczeć? To proszę bardzo, ale ja jadę...przynajmniej jakaś przygoda!


Wszyscy spojrzeliśmy na siebie i chwyciliśmy nasze dorobki czyli każdy po butelce wody. Wsiedliśmy do zatłoczonego pociągu, aby przebyć  wycieczkę po całych Indiach.


*****


No taa...i co powiedzieć...facet będzie mnie zadręczał pytaniami, ale z drugiej strony jestem cholernie niewyspana, wszystko mnie boli, zaczynam być głodna i dobrze by było się odświeżyć...a co tam!


-         Jasne...


Wsiadłam do  tego przeklętego samochodu i ku memu zdziwieniu moje obawy się nie potwierdziły. Siedzieliśmy cicho całą drogę do jego apartamentu...całą! To aż dziwne...

Smród...smród...smród...KURWA JAK TU ŚMIERDZI! Z pięknego snu na miękkiej pościeli obudził mnie jakiś  przerażająco, drażniący...SMRÓD! Otworzyłam oczy jak oszalała i zobaczyłam przed sobą siedzącego Louis'a z kubkiem w ręku.


-         Co tak śmierdzi?!

-         Śmierdzi?

-         Nie czujesz?! - krzyknęłam - Cuchnie jak nie wiem!

-         Ach jeszcze czuć? - spytał zakłopotany.

-         Jak jeszcze czuć?! Śmierdzi jak cholera!

-         Taak...spaliłem mięso - mówił podając mi kubek z kawą - Chciałem zrobić dla nas kolacje ale coś nie wyszło. Będziemy musieli coś zamówić.


*****


-         Coś państwu podać? - spytałam podchodząc do stolika 13.

-         Mięso z warzywami, zapiekanego kurczaka w sosie salsa oraz czerwone wino - odpowiedział facet w jasnym garniturze.


-         Co sobie pani życzy? - spytałam podchodząc do stolika 7.

-         Wieprzowinę w galarecie.


-         ...podać do tego jakąś sałatkę? - spytałam kobietę przy stoliku numer 23.

-         Hmm...tak poproszę tą z indykiem.


Cały wieczór dzień po dniu spędzałam w liczbach od 7 do 23. Krążyłam pomiędzy stolikami i przyjmowałam zamówienia.


-         Pali się! Pali się do licha! - krzyczał Kalyan wybiegając z zaplecza, a od razu za nim Dayaram.


Stałam akurat przy stoliku numer 15 i brałam zamówienie od jakiejś całującej się pary.  Bracia podbiegli do mnie i chwycili za rękę. Tuż za nimi wybiegł szef kuchni kaszląc oraz próbując wydobyć z siebie głos.


-         Przeklęte dzieciaki! Diabły! - krzyczał zbulwersowany facet przepychając się przez stoliki.

-         Co się tam stało? - szepnęłam do Dayaram'a.

-         Pamiętasz ten ręcznik, który zostawiłaś przy kuchence...Kalyan wstawił mięso...i przypalił je, a przy tym ręcznik następnie przeszło na ręczniki kuchenne i ogień się dość szybko rozprzestrzenił.


Co  my za to możemy? W końcu byliśmy jeszcze dziećmi...nie mieliśmy zielonego pojęcia o gotowaniu. W dodatku nikt nas nigdy nie uczył jak to się robi...chcieliśmy trochę zarobić to trzeba było chociaż udawać, że coś się potrafi.


*****


-         To jak? Teraz powiesz co się stało? Czemu jesteś taka przybita i dlaczego się tak spiłaś? - pytał spokojnie Louis.


Kiedyś w końcu musiał nadejść ten moment, w którym mój ukochany zacznie o wszystko wypytywać. W końcu byliśmy ze sobą, a kompletnie nie znaliśmy swojej przeszłości...może i lepiej, że żyliśmy w takiej niewiedzy...


-         No wiesz...mam problemy z policją...siedzą mi na tyłku - powiedziałam przykładając kubek do warg i popijając ciepłą kawę.

-         Nie przejmowałabyś się policją.

-         No tak...

-         To jak? Powiesz w końcu?

-         ...

-         Dziewczyno martwię się o ciebie!

-         Dostałam list...list, którego nie powinnam dostać.

-         Tak...? Od kogo?

-         Od mojego brata...Kalyan z Indii.

-         Ooo! No to cudnie! Co w tym złego?

-         Napisał, że ma nadzieję, że jestem nadal w Indiach i że chce się ze mną spotkać...

-         Heh...chyba nie za dobrze informujesz swoją rodzinę gdzie przebywasz...z Ameryki do Indii sporo drogi...ale przecież możesz tam wyjechać na miesiąc i  z powrotem tu wrócić no nie?

-         Louis...jest jeden problem...mój brat Kalyan nie żyje...

 



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (63) | dodaj komentarz

...when you die...?

« listopad »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
27282930   

...my last tortures...

...my second log...

...ummm...

Odwiedziny: 3562
Wpisy
  • liczba: 2
  • komentarze: 74
Bloog istnieje od: 3205 dni

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Pytamy.pl

Pytamy.pl